sobota, 31 października 2015

Rozdział V

,,Ludzi należy dzielić na dobrych i złych. Rasa, pochodzenie, religia, wykształcenie, majątek - nie mają znaczenia. Tylko to, jakim kto jest człowiekiem"
~ Irena Sendlerowa

      O liście prawie od razu dowiedziała się reszta huncwotów i Lily. Wszyscy przyjęli informacje z należytą powagą i  bardzo się tym przejęli, ale to Evans i Black najbardziej przeraziła sytuacja. Przez kolejne dwa tygodnie nie odstępowali Carli na krok. Wyjątkiem były osobne zajęcia, ale wtedy odprowadzali ją pod salę i oddawali pod opiekę kogoś zaufanego. Bez przerwy ją obserwowali, jakby mogła w każdej chwili dostać ataku serca.
      Dzisiaj, po zajęciach Carli udało się wyrwać od ich stałego towarzystwa, więc udała się nad jezioro. Chciała spędzić trochę czasu sama. Wyszła z zamku i skierowała się w stronę granatowej, błyszczącej tafli nad którą unosiła się błyszcząca mgła, nadając miejscu niesamowity wygląd. Nie dostrzegła nikogo na horyzoncie i w sumie się nie dziwiła, bo kto chciałby spędzać czas na zewnątrz w taką pogodę. Ale ona przecież nie była jak inni. Syriusz stale powtarzał jej, że jest nadzwyczajna, oryginalna. Ale ona wiedziała, że ktoś nie tak jej bliski, stwierdziłby po prostu, że jest nienormalna, że należy jej się bać. Stanęła na brzegu.  Poczuła chłód, kiedy woda dosięgła jej butów i całkowicie je zamoczyła. Cieszyła się, że ma takich przyjaciół. Pomimo, że ich stała opieka była dla Carli trochę uciążliwa, czuła się lepiej, kiedy wiedziała, że ktoś się o nią troszczy. Z drugiej strony stale przypominało jej to, że grozi jej wielkie niebezpieczeństwo.
      Czekała z niecierpliwością na święta. Chciała się już dowiedzieć o co w tym wszystkim chodzi, chciała zasypiać spokojnie wieczorem, chciała poznać prawdę na swój temat. Przez ostatni okres czasu zdała sobie sprawę, że sama nie wie o sobie za dużo. Przez jeden list, dwadzieścia linijek i sto dziewięćdziesiąt cztery wyrazy jej niedawno poukładane życie wywróciło się o sto osiemdziesiąt stopni.
      Usłyszała kroki stłumione przez mokrą trawę. Po chwili ktoś obok niej stanął i chwycił ją za rękę. Nie musiała się odwracać w stronę nowo przybyłego, żeby stwierdzić, że jest to Syriusz Black. Czy dowiedziała się kto do niej przyszedł po rytmie stawiania kroków, czy może rozpoznała chłopaka po charakterystycznym zapachu jego perfum, czy może podpowiedział jej to szósty zmysł? Nie wiedziała.
      – Nie możesz tak się od nas sama oddalać – szepnął słabo.
      – Co to ma znaczyć, że nie mogę? Oczywiście, że mogę! Przecież nic mi się nie stanie! – krzyknęła Carla i wyszarpała rękę z uścisku przyjaciela. – Nie chodźcie za mną krok w krok. Dajcie mi trochę prywatności! Jakbym ci pozwoliła to najchętniej i do toalety byś ze mną wszedł! Potrafię sobie sama poradzić! - zmierzyła Blacka ostrym spojrzeniem. Była naprawdę zła. Co on sobie w ogóle myśli? Że ona nie potrafi przejść przez korytarz i sobie nic nie zrobić. Odwróciła się na pięcie i spięta ruszyła w stronę zamku.
      Syriusz spojrzał na Carlę zdziwiony. Przecież oni tylko się nią opiekują, chcą, żeby była bezpieczna. A może za bardzo się jej narzucają? Może potrzebuje więcej swobody? Im dłużej o tym myślał, tym bardziej zdawał sobie sprawę, że Carla przez ostatnie dwa tygodnie nie spędziła ani jednej chwili sama.
      – My chcemy tylko, żebyś była bezpieczna – wyszeptał żałośnie.
      Dziewczyna zatrzymała się. Smutny głos przyjaciela zadziałał na nią tak, jakby ktoś wylał na jej głowę wiadro lodowatej  wody. Przecież oni nie mają złych intencji. Co ona wyprawia? Zachowała się egoistycznie, a oni chcą tylko jej dobra. Po co ona nakrzyczała na Syriusza? Oni chcą jej tylko pomóc. Powinna być im wdzięczna, że tak się dla niej poświęcają. Zdała sobie sprawę, że najzwyczajniej w świecie nie daje sobie rady i dlatego jest taka nerwowa.
      – Przepraszam. Wiem. Nie powinnam – odwróciła się w stronę chłopaka i mocno się do niego przytuliła. – To pewnie przez te ciągłe strach i niepewność. Cieszę się, ze ze mną jesteście.
      Syriusz zauważył, że po jej policzku spływają łzy. Otarł je delikatnie.
      – Wszystko będzie dobrze, nie musisz się bać – uśmiechnął się pocieszająco. Chwycił dziewczynę za rękę i pociągnął za sobą do zamku. Trzeba odwrócić jej myśli od tego tematu. Nie może ciągle się nim zamęczać – pomyślał.
      – Chodź, trzeba poćwiczyć, za niedługo pełnia.


~~~~~~~~~~~~

      – Ha! Udało mi się! – krzyknęła Carla, zamieniając się w wilka. A raczej próbowała krzyknąć, bo z jej gardła wydało się coś pomiędzy warkotem, a wyciem. Była z siebie zadowolona jak nigdy dotąd. Pomoc Remusowi była dla niej teraz celem numer jeden, który sprawiał, że nie czuła się jak piąte koło u wozu. Ostatnio wydawało jej się, że to ciągłe pilnowanie jej osoby ciąży jej przyjaciołom, więc myśl, że może jednemu z nich pomóc, że może się do czegoś przydać, była jak najbardziej pokrzepiająca. Cel odrywał ją także od myśli o tajemniczym liście i niebezpieczeństwie, które jej groziło.
      Syriusz przemieniony w psa, zaszczekał jakby gratulując. Szybko dokonał przemiany w człowieka.
      – Skoro już wszyscy potrafimy się przemieniać, to przy następnej pełni będziemy z Remusem!
      James, pod postacią pokaźnych rozmiarów jelenia zastukał kopytami wesoło, a szczur-Peter zaczął biegać w kółko ze szczęścia.
      – Możecie się już zamienić w ludzi, bo tak się z wami nie dogadam – fuknął.
      Chłopcy i Carla bez problemów wykonali prośbę Syriusza i już po chwili stanęli przed nim w swoich prawdziwych postaciach. Uważnie obejrzeli swoje ciało, żeby upewnić się, czy czasem niczego nie brakuje. Zadowoleni z wyników przeglądu wszyscy zaczęli się szczerze śmiać. Naprawdę cieszyli się, że będą z Remusem podczas kolejnej pełni, że będą mogli mu pomagać. Teraz trzeba tylko go odnaleźć, poważnie porozmawiać i poinformować go o swoim planie.
      Popatrzyli na siebie przekazując niemy komunikat. Wszyscy zrozumieli się bez słów. Wyszli z pustej sali na trzecim piętrze i  ruszyli w stronę jednego z tylko im znanych skrótów, dzięki czemu szybko znaleźli się w pokoju wspólnym gryfonów. Remusa znaleźli na kanapie huncwotów, tępo wpatrującego się w kominek. Kiedy usłyszał ich kroki niespokojnie drgnął wyrwany z zadumy.
      – Gdzie byliście? – spytał, lekko podirytowany ich długą nieobecnością.
      – Musimy porozmawiać – powiedział Syriusz, ignorując pytanie przyjaciela i już ciągnął Lupina za rękę w stronę ich dormitorium.
      Kiedy znaleźli się w pokoju nastała niezręczna cisza, przerywana tylko świstem wiatru za oknem. Atmosfera była napięta, nikt nie wiedział jak zacząć temat. Remus chyba domyślał się o co chodzi, bo intensywnie wpatrywał się w swoje buty. W końcu nie wytrzymał zdenerwowania, które zaciskało coraz ciaśniejszy supeł na jego żołądku.
      – Po co tu przyszliście?! Żeby powiedzieć mi, że mam się do was nie zbliżać?! Że jestem niebezpieczny?! Że mam się od was odczepić?! – warknął.
      Popatrzyli na siebie zdumieni. Przecież nie taki był ich cel wizyty. Nie spodziewali się takiej reakcji Remusa. Przecież przyjaciół się nie zostawia, zwłaszcza w tych najgorszych momentach.
      – Nie! – krzyknął Peter. – My chcieliśmy ci tylko powiedzieć, że wiemy i, że zamierzamy ci pomóc.
      – Słucham? – spytał zaskoczony Lupin. Był pewny, że przyjaciele się od niego odwrócą, tak jak inni ludzie w przeszłości.
      – No tak, przecież to tylko mały futerkowy problem – uśmiechnął się James pocieszająco. Wszyscy mimo wszystko wybuchnęli śmiechem.
      – Nie, nie boicie się mnie? Nie brzydzicie się mną?
      – Ależ oczywiście, że nie! Nawet mamy plan jak ci pomóc! – wykrzyknęła podniecona Carla, która już całkiem pozbyła się zdenerwowania.
      –  Pomóc?
      – Ależ oczywiście! Będziemy spędzali z tobą pełnie we Wrzeszczącej Chacie  odpowiedział Syriusz poważnie.
      Remusa zatkało. Chcieli mu pomóc. Powoli dochodziło do jego głowy, że nie stracił przyjaciół przez swoją chorobę. Czuł się tak szczęśliwy jak nigdy dotąd, ale mimo to nie stracił umiejętności logicznego myślenia.
      – Skąd wiecie, gdzie spędzam pełnie?
      Carla dumnie rozłożyła ręce, uśmiechając się.
      – Tak, mogłem się domyślić. Ale mimo wszystko nie możecie ze mną spędzać pełni. Nie jestem bezpieczny – Remus od razu posmutniał. Chciał być zwykłym chłopakiem, chciał być normalny, zdrowy, a przede wszystkim nie niebezpieczny. Nie mógł pozwolić przyjaciołom spędzić z nim pełni. Przecież wilkołaki rozrywają ludzi na strzępy!
      – Ha! I tutaj też mamy odpowiedź! – uśmiechnął się zawadiacko James. – Zostaliśmy nielegalnymi animagami!
      – Że co?!
      – No tak.
      – Nie możecie.
      – Możemy.
      Remus westchnął – i tak z Jamesem nie wygra. Znalazł sobie prawdziwych przyjaciół. Takie poświęcenie tylko dla niego. Dla tak nieważnego, nieśmiałego chłopaka. Naraz poczuł się doceniony, coś warty. Może jednak coś dla kogoś znaczy.      
      – A Carla?
      – Co ze mną nie tak?
      – Nie możesz wychodzić poza Hogwart.
      Tego się nie spodziewała. Przecież jej przybycie nie może wpłynąć na decyzję Lupina. Nie może! To by było po prostu... Niedorzeczne!
      – Będzie mi groziło większe niebezpieczeństwo. Potraktujmy to jako... przygotowanie? – powiedziała spokojnie i całkiem poważnie.
      Wszyscy uśmiechnęli się, zgadzając się.  Podeszli do Remusa i zgnietli go w uścisku.
      – Chyba jestem najszczęśliwszą osobą na świecie – wyszeptał.

~~~~~~~~~~~~~

      – Hej, Lily! Umówisz się ze mną? – krzyknął James, wpadłszy do pokoju wspólnego i dostrzegłszy wielką rudą czuprynę.
      Lily, siedząca przy stoliku z Carlą i odrabiająca zadanie z eliksirów, nawet nie spojrzała na chłopaka.
      – A jak myślisz?
      – Tak?
      – Nadzieja matką głupich.
      – Sugerujesz coś, Lily? – spytał, dosiadając się do stolika.
      – Ależ, oczywiście, że tak - odpowiedziała Gryfonka, dalej wpatrując się w książkę i nie zwracając uwagi na Pottera. Na jej twarzy pojawił się niewinny uśmiech – Powinieneś się cieszyć. Dzisiaj rozmawiałam z tobą dłużej niż zazwyczaj. Ale twój limit już się skończył. Możesz już iść. Psujesz mi ten piękny dzień – wskazała palcem na okno, za którym wcale nie było ładnej pogody.  
      Carla zachichotała.
      – Czyli mój limit się powiększył? – spytał chłopak z nadzieją w głosie, niezrażony ostatnimi niemiłymi słowami.
      Dziewczyna nie odpowiedziała, więc Potter wstał od stolika i udał się w stronę kanapy huncwotów.
      – Rozumiesz to, Syriusz? – powiedział na tyle głośno, żeby dziewczyny mogły go usłyszeć i rzucił się na kanapę obok przyjaciela – Lily poświęciła mi dzisiaj minutę więcej!
      – Musi mieć dzisiaj dobry humor – skomentował Black.
      – On mi nigdy nie da spokoju? – westchnęła Lily.
      – A może powinnaś dać mu szansę? – zasugerowała Carla, jednak Evans popatrzyła się na nią jak na wariatkę.  Przecież się zmienił. Nie jest już taki arogancki i nieodpowiedzialny. Pomyśl nad tym  dodała i zebrawszy wszystkie wypracowania, wstała od stolika. Czuła lekkie niedowierzanie, że udało jej się to powiedzieć. Przecież właśnie przekonuje Lily do chłopaka, w którym się zakochała. Ale czy na pewno? Czy nie jest to przejściowe zauroczenie?
      – Ja już nie mam siły. Idę to odnieść.
      Nie zdążyła. Usłyszała huk i szarpnięcie do tyłu. Ciemność. Nic tylko mrok. Po chwili zapaliły się pochodnie rzucając blade światło na kamienne ściany. Usłyszała kroki, a do pokoju ktoś wszedł. Zobaczyła przeraźliwie bladą twarz Lorda Voldemorta. Naraz poczuła przeraźliwy ból. Cierpiała jak nigdy dotąd. Dopiero teraz zauważyła dziewczynę, leżącą na zimnej kamiennej posadzce. Ale skąd wie, że była zimna? Zdała sobie sprawę, że odczuwa to samo co ta biedna istota. Zbliżał się do dziewczyny. Bezbronnej, nie mogącej nic zrobić. Carla usłyszała bezwzględny głos. Crucio. Oślepiające światło. Krzyk, rozdzierający powietrze. Wrzask pełen rozpaczy. Jęk, błagający o litość. A potem cisza. Cisza złowroga i straszliwa. Już nic nie czuła.
      Obudziła się w czerwonym pokoju wspólnym gryfonów. Leżała na ziemi, ciężko dysząc. Dziwne - nikt na mnie nie zwrócił uwagi. Gryfoni kręcili się dookoła, śmiejąc się głośno.
      – Co się stało? – krzyknęła do Lilly, zbierającej swoje rzeczy z ziemi.
      – Potter, Black, Lupin, Pettigrew – wymamrotała nienawistnie i poszła ich szukać poza obrębem pokoju wspólnego.
      Carla wstała z ziemi. Zauważyła, że cała pokryta jest śluzem. Co tutaj się wydarzyło? Co z tym wspólnego ma ten sen? Podeszła do Cassie, która siedziała na kanapie przy kominku. Razem z Keylie śmiały się do rozpuku.
      – Co tutaj się stało? Zemdlałam i nie wiem o co chodzi!      
      – Pod waszym stolikiem wybuchła bomba śluzowa! Chyba ci nie muszę mówić kto to zrobił. Czekaj, czekaj... Mówisz, że zemdlałaś?! – Cassie szybko podniosła się z kanapy i zaczęła nerwowo oglądać Carle z każdej strony.
      – Ah, tak... Dziękuję, Cassie. To nic takiego, nic się nie stało.
      Nie zwracając uwagi na niespokojne spojrzenia Cassie i okrzyki Keylie, wyszła szukać Lily. Nie miała ochoty z nimi o tym teraz rozmawiać. Znowu zaczęłyby się współczucia, ubolewanie nad jej losem. Ale ona tego nie lubiła. Bo przecież one nic nie dawały. Tylko jeszcze większe poczucie beznadziei. Przemierzała korytarze stanowczym krokiem. Gdzie Lily mogła pójść? Gdzie huncwoci mogli się podziać? Wymyśl miejsce, które pierwsze by im przyszło na myśl. Myśl jak huncwot.
      Pokój życzeń.
      Dotarła na siódme piętro. Stanęła przed białą ścianą. O czym oni mogli pomyśleć, wchodząc do pokoju? Przeszła trzy razy wzdłuż ściany.
      Miejsce, gdzie mogłabym się schować.
      Nic. Dalej biała ściana.
      Kolejna próba.
      Miejsce, gdzie Lily mnie nie znajdzie.
      Nie wierzyła, że jej się udało. Przed nią pojawiły się wielkie, złote drzwi. Były ciężkie. Pomimo, że pchnęła je mocno, one tylko lekko się uchyliły. Wślizgnęła się przez szparę do pokoju. Pomieszczenie tonęło w mroku. Wszędzie widziała małe zakamarki, świetnie nadające się na kryjówkę. Nie dostrzegała jednak nigdzie huncwotów.
      – Carla?! Jak ty się tu dostałaś? – z jednej z kryjówek wyszedł Syriusz – Widzę, że kawał się udał – uśmiechnął się szeroko.
      Carla zdała sobie sprawę, że nadal pokrywa ją śluz. Usunęła go szybko zaklęciem.
      – Myślę, że Lily się nie spodobał. Gdzie reszta?
      Z mroku wyłonili się Lupin, James i Peter. Carla drgnęła. Czy powinna im powiedzieć o śnie? Czy przez to nie zmieni się decyzja Remusa o towarzyszeniu mu podczas pełni? Ale musi, musi to zrobić. Oni muszą wiedzieć.
      – Usiądźcie. Musimy porozmawiać.
      Huncwoci zaniepokojeni tonem Carli, posłusznie wykonali polecenie.
      – Wtedy, kiedy bomba wybuchła, zemdlałam. Miałam sen, wizję? Nie wiem jak to nazwać. Obserwowałam zdarzenia z góry. Tam był – urwała na chwilę, żeby zaczerpnąć tchu – Voldemort. I dziewczyna. Rzucił na nią Cruciatus. Wrzeszczała. To... to chyba byłam ja. Chociaż widziałam wszystko z zewnątrz czułam wszystko. Nieopisany ból. Cierpiałam. To było straszne – zakończyła, a jej ręce mimowolnie zaczęły drżeć. Nie patrzyła na twarze przyjaciół, więc nie mogła zauważyć, jak wielkie zaniepokojenie, a raczej strach maluje się na ich twarzach.
      Nikt się nie odezwał. Siedzieli w niespokojnej ciszy jeszcze przez długi czas. Każdy pogrążony w swoich myślach o niebezpiecznej przyszłość, samym swoim towarzystwem wspierając przyjaciół.

~~~~~~~~~~~


      Jak wam się podoba? Starałam się dostosować do waszych rad. Mam nadzieję, że widać poprawę :) Komentujcie!


     
      

18 komentarzy:

  1. Zastanawiam się, czy w tamtych czasach ludzie też tak bardzo jak w czasach Harry'ego bali się wymawiać imię voldemorta. W każdym razie wydaje mi się, że huncwoci i tak mieli by gdzieś to całe "sam-wiesz-kto". Nie rozumiem też funkcji różnych cytatów w opowiadaniach, ale to chyba osobista preferencja xD co do treści, jeszcze nie ogarniam związku Carli z Voldemortem, ale zapowiada się ciekawie, chociaż przy takich wątkach zawsze jest ryzyko, że pójdzie się w stronę mary sue. zrób wszystko żeby w tym przypadku tak nie było pls xD co do Carli-animaga mam wątpliwości, przywykłam do tego że tylko huncwoci nimi są i likantropia jest ich sekretem, a jak ktoś się dowiaduje to nie pomaga w taki sposób. też mi się kojarzy z mary sue :c ale wszystko zależy od sposobu prowadzenia postaci, więc jeszcze zobaczymy jak wyjdzie. wydaje mi się, że już jest poprawa stylu. a, i fajnie że po tym jak Carla wybuchła nie było wielkiego nieuzasadnionego focha, za to pokazane było, że to wszystko motywowane nerwami. a, i beznadziei*, bo gdzieś był taki błąd;_;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej!
      Nie nie bali się. Voldek jeszcze nie dał im się tak we znaki :) A jak też sama zauważyłaś - huncwoci i tak mieliby to głęboko gdzieś.
      Wiesz mnie zawsze cytaty na początku rozdziału zachęcały do czytania. Więc uznałam: czemu nie? Więc jeśli będę znajdywać jakiś naprawdę wartościowy i pasujący do mojego opowiadania, to będę go wstawiała.
      Będę się strzegła. Nie chcę zrobić z bohaterki Mary Sue. W przeciągu kilku rozdziałów postaram się, abyście dowiedzieli się o Carli czegoś nowego :)
      Wiesz jakoś nie mogłam sobie wyobrazić, że Carla nie zostałaby animagiem. W końcu ona o tym wszystkim wiedziała dużo dłużej i uznałam, że nic nie przeszkadza, żeby ona także nim została. Ale to chyba jeszcze nie jest całkiem marysiuzm czy jak to tam się mówi :)
      Mam nadzieję, że uda mi się z niej nie zrobić Mary Sue.
      Ciepło pozdrawiam!

      Kiedy u ciebie kolejny rozdział?

      Usuń
    2. Okej, rozumiem że skoro dla ciebie ta postać po prostu jest nierozłączna z tą umiejętnością to musi coś w tym być. Jak coś to nie odbieraj tego jako czepianie się, może po prostu mam uraz po milionach ff gdzie autorki nie znały umiaru xD ale skoro zwracasz na to uwagę, to nie sądzę, że przesadzisz.
      A, w ogóle planujesz jakoś ogarniać szablon? Wydaje mi się, że z ciut mniejszą czcionką i bardziej ujednoliconym tłem lepiej by się czytało i przy okazji blog byłby bardziej charakterystyczny wizualnie. Czasem niektórych jest w stanie do czytania przekonać sam szablon (to dziwne ale tak jest), więc może warto pokombinować C:
      Kiedy nowy u mnie? Planuję pisać dzisiaj. Póki co mam 1/3 rozdziału, a pomysł na resztę też jest, tylko trzeba spisać. Także już można się przygotowywać powoli do czytania xD

      Usuń
    3. Nie odebrałam tego jak czepianie się :) Rozumiem cię w stu procentach. Ja też już czytałam tyle blogów z Mary Sue, że jak widze imię: Dorcas, Ann i Mary to najczęściej po prostu uciekam -.-
      Ah, no tak szablon. Trzeba się tym zająć... No więc czekam na kolejny rozdział u ciebie

      Usuń
  2. Cześć :)
    Wydaje mi się, że dobrze rozumiem Carlę - niby opiekuńczość jej przyjaciół jest całkowicie na miejscu, ale z drugiej strony to musi być dość uciążliwe. Syriusz jest taaaki słodki, miałam nadzieję, że z tej rozmowy nad jeziorem wyjdzie coś więcej :D Ja wiem, że Carla jest co prawda zauroczona Jamesem, ale skoro ten związek nie ma przyszłości, to mogłaby zainwestować swoje uczucia w kogoś innego :D
    Nauka animagii to dobry sposób na oderwanie myśli.
    Biedny Remus - dobrze, że od teraz nie musi zmagać się z pełnią sam.
    Dziwna była ta sytuacja z żartem Huncwotów - akurat ich głupkowaty pomysł zsynchronizował się z wizją Carli. Najwyraźniej Voldemort nie daje o sobie zapomnieć nawet na chwilę, chociaż trudno sobie wyobrazić, żeby coś groziło Carli póki jeszcze jest w Hogwarcie.
    Z pozdrowieniami
    Eskaryna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A cześć!
      Ja nie chcę jeszcze Carli z nikim łączyć! Ona sobie jeszcze spokojnie (albo niespokojnie) pożyje sama.
      Tak myśli Carli trzeba czymś zająć. Po co ma się biedna dziewczyna zamęczać?
      Póki co nic jej nie grozi. W końcu to Hogwart. Ale Voldek nie zapomina o Carli i wcale nie daje jej spokoju :)
      Ciepło pozdrawkam
      Bianka

      Usuń
  3. Cześć!
    Przepraszam, że dopiero teraz, ale wcześniej kompletnie nie miałam czasu :x
    Dobrze... tak przypuszczałam, że pójdziesz w stronę animagii... Cóż, skoro tak zdecydowałaś, to nie mogę tego kwestionować :) Zawsze lubiłam o tym czytać z perspektywy Syriusza i Jamesa, może i Tobie uda się to ciekawie rozwinąć.
    Z niecierpliwością czekam na rozwój wątku Carli z Tomem :D
    Czy mi się wydaje, czy ten rozdział był krótszy od pozostałych?
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej!
      Przypuszczałaś, że pójdę w stronę animagii? Nieeeeee! Czy jestem taka przewidywalna? No, ale co się dziwić - jest to dość częsty wątek.
      Nie zamierzam go jakoś straszie rozwijać, ale uważałam, że mimo wszystko trzeba wspomnieć o tak istotnym fakcie. Na pewno pojawi się jeszcze jakaś scena podczas pełni, ale nie będzie ona jaką straszliwie długa.
      Co do Carli i Voldzia - informacje powinny pojawić się w przeciągu dwóch rozdziałów.
      Krótszy? Nie wiem. Możliwe. Nie patrzyłam na ilość, nie przywiązuję do tego jakiejś szczególnej wagi :)
      Ciepło pozdrawiam!
      Kiedy u was koleny rozdział?

      Usuń
  4. Cześć! Twój blog jest interesujący i będę wpadać :)
    zyciejestjakpieknysen.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej,
    W końcu jestem i przeczytałam całego bloga od początku :)
    Masz ciekawy pomysł na opowiadanie. Spodobała mi się ta książka, dzięki której Carla przeniosła się do czasów Huncwotów.
    Podobają mi się też jej relacje z chłopakami i to, że się o nią tak martwią, chociaż rzeczywiście na jej miejscu mogłabym poczuć się przytłoczona. Ale oni to robią dla jej dobra.
    Zastanawiam się, jaką rolę będzie musiała odegrać Carla w związku z Voldemortem, jednak zapowiada się niebezpiecznie. Mam nadzieję, że nic jej się nie stanie, bo Huncwoci byliby zrozpaczeni. Co to za tajemnicza organizacja?
    I jeszcze: dlaczego ona się zakochała (zauroczyła) w Jamesie? O nie. On należy do Lily i cieszę się, że tego nie zmieniłaś. Jest taki uroczy, w tej swojej miłości do Evans ♡♡ Carlę widziałabym bardziej z Syriuszem, bo moim zdaniem do siebie pasują. W sumie nie miałabym nic przeciwko, gdyby Carla była przez jakiś czas z Jamesem, ale żeby on jednak na koniec był z Lily :)
    Ogólnie Twoje opowiadanie mnie zaciekawiło i na pewno będę tu często zaglądać. (Choć pewnie z opóźnieniami, bo mam sporo zaległości też na innych blogach).
    Przepraszam, że tak długo "musiałaś na mnie czekać", ale naprawdę się już nie wyrabiam i znajduję w tygodniu tylko kilka chwil, żeby zabrać się za czytanie blogów.
    Dodam jeszcze, że na telefonie czcionka jest bardzo duża, więc radziłabym coś z tym pokombinować :)
    Pozdrawiam gorąco i czekam na następny rozdział.
    Całusy,
    Optimist :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej!
    Dziękuję bardzo, że wpadłaś :) Taki fejm u mnie na blogu, no nie do pomyślenia :)
    Szczerze mówiąc, na razie Carla nie będzie miała zbyt dużo czasu na zakochania. Teraz jej głowę będzie zaprzątało PWD. A wszystko związane z tą organizacją wyjaśni się w kolejnym rozdziale.
    Przesyłam przytulasy :*
    Bianka

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej, hej, hej!
    Byłam święcie przekonana, że komentowałam, a tu wchodzę i co? i brak komentarza.
    Przepraszam Cię, moja wina, ostatnie dwa tygodnie były straszne i nie miałam do niczego głowy, nawet sobie nie wyobrażasz ile mam zaległości na całej blogosferze...
    Co się będę rozgadywać, przejdźmy do rozdziału!
    Kocham Cię za ten cytat Ireny Sendlerowej na początku!
    A co do tekstu :D... Nie dziwię się Carli, że denerwuje się, gdy tak na nią chuchają. To musi być naprawdę denerwujące, że ktoś ciągle cię pilnuje i nie odpuszcza cię na krok. Ja sama nie potrafię sobie siebie wyobrazić w takiej sytuacji, ale myślę, że wyjście na błonia dobrze jej zrobiło.
    Trochę nie podoba mi się to, że wkręciłaś tutaj Carlę jako animaga, pomysł (przepraszam, ale) wydaje się już trochę oklepany, tym bardziej, że opanowała czary dość szybko, biorąc pod uwagę, że chłopcy prawdopodobnie ćwiczyli przemienianie kilka lat może mniej. W sumie to mam nadzieję, że jakoś fajnie wzbogacisz ten wątek i rozwiejesz moje przypuszczenia :D :)
    Świetna końcówka! Udało Ci się bardzo fajnie utrzymać napięcie, podziwiam cię!
    Jeszcze raz dziękuję z całego serca za nominację, jesteś kochana!
    Pozdrawiam cieplutko,
    Ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ps. Nie wiem czy widziałaś, ale odpowiedziałam już na nominacjęęę :))

      Usuń
  8. Z każdym rozdziałem jest coraz lepiej - co bardzo mnie cieszy.
    Popracuj nad błędami, o których ci pisałam.
    Dużo czytaj swoje wcześniejsze rozdziały i wciąż je poprawiaj :D
    Mogę ci poradzić, byś oprócz pisania także sporo czytała różne książki. Szczególnie polecam C. R. Zafona - jego książki są tak mistrzowsko napisane, że naprawdę wiele można się o nich nauczyć.
    Fajna historia. O huncwotach wiele czytałam i zawsze przyjemnie znów zetknąć się z opowiadaniem o nich.
    Życzę ci powodzenia z pisaniem! :*
    PS Nie mogę obiecać, że zostanę stałą czytelniczką, bo po prostu nie mam na to czasu. Ale zawsze mogę ci pomóc, jeśli chodzi o błędy i coś poradzić. Jakby co, to pisz na gabsone.nene@wp,pl
    Pozdrawiam!
    nowa-w-hogwarcie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. O jak to dobrze, że nie jest tak źle! Jak ja się cieszę!!!
    Czytam baaardzo dużo książek. Bibliotekę odwiedzam jak najczęściej się da :) Chętnie przeczytam coś C.R. Zafona :) Jak tylko skończę wiedźmina :)
    Oczywiście świetnie cię rozumiem. Mi także doskwiera brak wolnego czasu :( Bardzo bym się cieszyła, gdybyś raz na jakiś czas wpadała, ale wiem jakie to jest ciężkie :)
    W każdym razie dziękuję bardzo za aż trzy komentarze. Rozdziały postaram się popoprawiaćw najbliższym czasie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. "Cieszę się, ze ze mną jesteście" - dwa razy ze
    To znowu ja ;) Rozdział ogólnie czytało mi się bardzo fajnie, ale znowu mam wrażenie, że wszystko za szybko się dzieje. Za mało opisów uczuć, natury, otoczenia, postaci. Brakuje mi w tym wszystkim emocji. Mam wrażenie, że na samym początku opowiadania bylo ich więcej. A teraz jakbyś chciała za wszelką cenę iść do przodu z wydarzeniami i nowymi wątkami, nie zawracając sobie głowy przekazaniem ich w wystarczająco obrazowy sposób. A szkoda, bo jest w tym potencjał;)

    Pozdrawiam!
    I zapraszam do siebie: sila-jest-we-mnie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Lydia Land of Grafic